TVP wydało oświadczenie po przegranej z Borysem Budką przed sądem. Stacja znów oskarża polityka

Autor Michalina Kobla - 10 Października 2019

TVP opublikowało na swojej stronie internetowej, a także wyemitowało na antenie kanału informacyjnego specjalne oświadczenie, wydane po przegranej przed sądem z Borysem Budką. Przedstawiciele stacji znów oskarżyli w nim polityka o "zmanipulowanie faktów". Zapowiedzieli też dalszą walkę przed wymiarem sprawiedliwości.

TVP wydało oficjalne oświadczenie w odpowiedzi na orzeczenie sądu. Przypomnijmy, że nadawca przegrał w trybie wyborczym z Borysem Budką w sprawie dotyczącej głośnego "paragonu hańby". W opublikowanym do publicznego wglądu stanowisku stacji czytamy:

"Postanowienie Sądu Okręgowego w Gliwicach, z dnia 8 października 2019 r. dotyczące tzw. »Paragonu Hańby Borysa Budki« Telewizja Polska uznaje za przejaw wykorzystywania instytucji prawa do politycznych celów. (...) Pan Borys Budka w swojej wypowiedzi z 1 października, podczas debaty wyborczej emitowanej w programie 1 Telewizji Polskiej powiedział: »To jest rachunek paragon hańby tego rządu. 2 tys. zł dla dziecka po przeszczepie, które rodzice muszą wydać tylko dlatego, że ten rząd, zamiast dofinansowywać służbę zdrowia, woli wydawać pieniądze na nagrody dla ministrów«. (...) Borys Budka zmanipulował fakty. Rodzice bowiem NIE »muszą wydać« tych pieniędzy, gdyż lek jest refundowany. Wypowiedź posła miała na celu oskarżenie rządu o błędną politykę i właśnie brak refundacji leku. Rozmiary manipulacji Borysa Budki są rekordowe, gdyż odpłatność za refundowany lek dla osób uprawnionych wynosi 3,20 zł, a nie 2000 zł, co oznacza, że pan Budka zawyżył cenę leku... 625 razy. (...) Telewizja Polska wypełniając misję publiczną i dbając o to, by widzowie byli rzetelnie informowani, przedstawiła fakty: »Borys Budka podał nieprawdziwą cenę leku – lek z refundacją kosztuje 3, 20 zł, a nie ponad 2 000 zł«."

Oświadczenie jest znacznie dłuższe, jednak powtarzane są w nim nadal podobne oskarżenia. Warto jednak zaznaczyć, że twierdzenia, według których rodzice dziecka po przeszczepie nie muszą wydawać ponad 2 tys. zł, a jedynie 3,20 zł, są w pełni prawdziwe. Niektórzy bowiem są do tego zmuszeni przez zasady refundacji. Oczywiście twierdzić można, że TVP chodziło o ogół rodziców. Równie dobrze Budce nie musiało chodzić o wszystkich, a o tych konkretnych. Sprawa pozostaje mocno uznaniowa, dlatego też powinniśmy kierować sie orzeczeniem sądu.

Paweł Kukiz przegrał przed sądem z Markiem Suskim. Miał kłamać na temat telefonu polityka PiSCzytaj dalej

TVP powraca do sprawy "paragonu hańby"

Jak wynika z informacji, które mama małego Szymka przekazała w opisie zbiórki na leki dla swojego synka (to właśnie ona udostępniła w sieci głośny paragon), jej rodzina musi wydawać dużo wyższe kwoty. Wszystko dlatego, że lek nie jest po prostu refundowany dla wszystkich pacjentów. Niektórzy z nich, tak jak Szymon, nie mogą liczyć na ulgę. Pani Małgorzata wytłumaczyła:

"Szymek jest czteroletnim, bardzo wesołym i energicznym chłopcem, który 24 listopada 2015 roku przeszedł rodzinny przeszczep wątroby. Od listopada 2018 roku, ponieważ wyniki nie są w normie, zażywa on bardzo drogi lek VALCYTE, który obecnie (tj. od 1 września) po refundacji kosztuje 3.20, a bez refundacji ok. 1040 zł za jedno opakowanie, które starcza jedynie na tydzień naszego leczenia. Niestety wskazania do refundacji są ograniczone i Szymek nie spełnia warunków takiej refundacji (tzn. jest ponad 110 dni po przeszczepie, nie wykryto u niego wirusa cytomegalii (CMV) ani wirusa EBV, mimo że badania w tym kierunku robione były na wizytach kontrolnych), a lek bierzemy, ponieważ zwyczajnie zauważalna była poprawa jego wyników.  Podczas wizyty, która odbędzie się w październiku, zostanie pobrana ponownie Szymonowi krew w kierunku w/w wirusów i zapadnie decyzja, czy nadal będzie brał ten lek."

Jak widać, jeżeli rodzice chłopca chcą, aby jego wyniki się poprawiały, to muszą zapewniać mu odpowiednie dawki Valcyte. W ich przypadku lek nie kosztuje jednak 3,20 zł, gdyż nie jest to cena obejmująca wszystkich pacjentów. 

Warto także przytoczyć porównanie, którego użyli przedstawiciele stacji. Pisząc o logice sądu, który rzekomo nie dostrzega prawdziwych, politycznych motywów działania Budki ("Sąd nie rozumie bądź udaje, że nie rozumie, iż spór o wypowiedź Borysa Budki dotyczyła ważnego społecznie problemu refundacji leków, a nie kwoty na paragonie"), dodano:

"Rozumowanie Sądu jest absurdalne. Zgodnie z tym rozumowaniem poseł Budka może dzisiaj pójść do osiedlowego warzywniaka, zapłacić za kilogram jabłek 2000 zł (istnieje przecież swoboda umów), dostać wydruk z kasy fiskalnej potwierdzający zapłacenie tej ceny, a następnie ogłosić publicznie, że w Polsce kilogram jabłek kosztuje 2000 zł. Każdemu zaś, kto temu zaprzeczy, sąd w Gliwicach nakaże sprostowanie i przeprosiny. Poseł Budka będzie przecież dysponował paragonem."

Nawet biorąc pod uwagę wszystkie argumenty TVP, trudno jest uznać słuszność porównania przymusu zakupu drogiego leku dla dziecka po przeszczepie, gdyż taniej po prostu się nie da, do zakupu jabłek po zawyżonej cenie tylko po to, żeby móc w telewizji pokazać paragon. Sytuacje te są bowiem skrajnie odmienne.

TVP wciąż broni swoich racji, twierdząc, iż obwinianie rządu o to, że rodzice dziecka musieli wydać dużą kwotę na lek, jest niewłaściwe. Powtarzają, że środek jest przecież refundowany. Należy jednak pamiętać, że to warunki refundacji, które ustalane są odgórnie, przez instytucję polityczną (listę ogłasza Ministerstwo Zdrowia), okazały się tutaj przeszkodą. Pani Małgorzata nie zapłaciła więcej, bo chciała, tylko nie miała po prostu innego wyjścia.

Jako że sprawa budzi duże emocje z obu stron, przedstawiciele stacji zapowiedzieli, że zamierzają dalej walczyć w niej sądownie.

Źródło: Oświadczenie TVP po wyroku sądu ws. "paragonu Budki"
Foto: Wikimedia Commons / Adrian Grycuk

Następny artykuł
Nie przegap najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj antyfake.pl na: Google News